Sport

Sport w literaturze i sztuce

Sport w literaturze i sztuce rzadko zajmuje główne miejsce. Do czasów starożytnej Grecji nie był obecny w ogóle; dopiero później odkryto jego funkcję rozrywkową. Grecy i Rzymianie poruszali ten temat na wazach i freskach, choć zmieniały się dyscypliny, które darzono największym zainteresowaniem. I tak najbardziej znana rzeźba o tematyce sportowej „Dyskobol” ukazuje gracza rzucającego dyskiem, co dziś nie stanowi głównego zainteresowania widowni masowej. To w Grecji zaczęto organizować zawody sportowe dające możliwość rywalizacji, których uczestnicy walczyli ze sobą na oczach licznej publiczności. Zwycięstwa osiągnięte podczas takiej rywalizacji były powodem do dumy i sławy nie mniejszej niż bohaterskie czyny na wojnie. Zawody sportowe odbywały się w ramach świąt ku czci bogów; ich uczestnicy ofiarowywali im swój trud. Zwycięstwo bowiem, według powszechnego przekonania było nie tylko efektem ich sprawności, ale i darem bożym. Najważniejsze igrzyska sportowe odbywały się w Olimpii, ale nie tylko: sławne były także zawody w Delfach, Koryncie, Argolidzie. O tym, jak ważne miejsce zajmowały one w życiu starożytnych ludzi świadczy okrzyk, jaki wznoszono w Rzymie: Chleba i Igrzysk.
Pokazuje nam on, że była to główna rozrywka ówczesnego ludu.
Niemal każda dyscyplina sportowa wiąże się z ryzykiem kontuzji, a nawet śmierci, dziś również kibicom sportowym zdarza się używać argumentów siłowych.
„Brany na poważnie nie ma nic wspólnego z fair play. Jest nierozerwalnie związany z nienawiścią, zazdrością, chełpliwością, z pogardą dla wszelkich zasad i sadystyczną przyjemnością z oglądania przemocy: innymi słowy sport równa się wojna minus strzelanie”.
Tak o sporcie napisał George Orwell. Równie złe zdanie o sporcie miał Zygmunt Freud mówiąc :
„Sport jest sublimacją popędu do przyglądania się i tendencji: sadystycznych, ekshibicjonistycznych, homoerotycznych i erotyki ruchowej”
Być może powodem, dla którego sport tak rzadko gości na łamach literatury, jest właśnie niechęć humanistów do rywalizacji i przemocy. Renesans sportu w sztuce to wiek XIX i XX, kiedy to awangardowi poeci często sięgali po tematykę sportową. (np. Tadeusz Peiper „Futbol”). Po wojnie był jeszcze Albert Camus, którego twórczość w znacznej mierze opiera się na miłości do piłki nożnej. Malarze również zajęli się tą tematyką, ale ich interesowało raczej piękno tancerek: stąd impresjonistyczna „Tancerka” Degas’a z 1876 roku. Takich obrazów i rysunków zrobił kilkadziesiąt, a na najbardziej znanym widzimy wdzięcznie wygiętą młodą baletnicę. Ma ona na sobie puenty i biały strój taneczny, i rzeczywiście zachwyca nas swoją lekkością.
Początek wieku XX to okres licznych konfliktów zbrojnych. Można by więc sądzić, że rozrywki -wśród nich sport – zejdą na dalszy plan. Na szczęście tak się nie stało, o czym możemy przeczytać w książce „Za cenę życia. Sport polski walczącej 1939-1945”. Tematyka książki nie dotyczy jedynie sportu uprawianego konspiracyjnie w kraju, ale także poza nim – w oflagach, stalagach, obozach pracy, obozach koncentracyjnych, a także w polskich oddziałach tworzonych na Zachodzie i w Związku Sowieckim, oddziałach partyzanckich. Czytamy tam m. in.:
„Walki bokserskie toczone w obozach koncentracyjnych były zjawiskiem powszechnym. Bokser-legenda Auschwitz Salamo Arouch stoczył ponad 200 walk o życie, które hitlerowcy organizowali dla rozrywki. Najbardziej znanym polskim pięściarzem obozowym był Tadeusz Pietrzykowski. „
Początkowo w takie relacje trudno uwierzyć, jednak okazuje się, że boks, piłka nożna czy taniec, to kolejne sposoby, w jakie hitlerowcy upokarzali więźniów. Walki odbywały się dla umilenia czasu wolnego funkcjonariuszy, a zawodnicy mogli w zamian liczyć na skromne dodatki do racji żywnościowych lub… możliwość przeżycia.
Uprawianie aktywności fizycznej dla własnej przyjemności praktykowali z kolei mieszkańcy okupowanych miast Polskich. Należy tu pamiętać, że duża część Armii Krajowej wywodziła się z harcerstwa, a więc organizacji paramilitarnej. Dziś rozrywek mamy w bród, ale przedwojenni harcerze zajmowali się głównie grą w piłkę, strzelaniem z łuku czy biegami. Również w obliczu wojny oddziały AK trenowały w podwarszawskich lasach, aby zachować tężyznę fizyczną w razie Powstania. Na co dzień w okupowanych miastach nawet dzieci bały się grać w piłkę na ulicy; nigdy nie wiadomo było kiedy nastąpi „łapanka”. Jedną z form oporu była organizacja konspiracyjnych spotkań piłkarskich. Zawody sportowe z udziałem polskich zawodników zostały przez Niemców zakazane, kluby rozwiązane, a ich dobytek zagrabiony. Tak jak zamykanie uczelni, czy niszczenie kultury, tak samo represje wymierzone w świat sportu miały jasno określony cel – zniszczyć ducha polskiego narodu. Szybko jednak znaleźli się odważni, dzięki którym Warszawa była najprężniej działającym ośrodkiem futbolu w okupowanym kraju.
Mimo ogromnego niebezpieczeństwa warszawska młodzież z zapałem grywała w piłkę. Wprost trudno w to uwierzyć, ale przez kilka lat wojny praktycznie nie doszło do żadnej poważniejszej wpadki co świadczy o tym, jak solidarne było środowisko piłkarskie. A przecież na niektórych meczach bywało po kilka tysięcy kibiców! Były to chyba największe konspiracyjne spotkania w historii II Wojny Światowej. O tym, jak ważną rolę sport pełnił w ówczesnej Polsce świadczy fakt, że organizatorzy narażając własne życie potrafili znaleźć odpowiednie boiska, zorganizować fundusze na przeprowadzanie turniejów, zaopiekować się młodzieżą i zapewnić jej ochronę przed represjami ze strony Niemców. Już wiosną 1940 zorganizowano turniej drużyn osiedlowych na Polach Mokotowskich, od tej pory rozgrywki odbywały się cyklicznie, a ostatnią przerwał wybuch Powstania Warszawskiego.
Sport może być też narzędziem propagandy. W powojennej Polsce Ludowej zaroiło się od pomników graczy. Do dziś w różnych zakątkach kraju można natknąć się na pomniki sławiące najdziwniejsze dyscypliny sportowe: od akrobacji po rzut młotem. Sport miał odciągnąć młodzież od niestosownych rozrywek, dzięki budowie licznych stadionów, pływalni i ośrodków sportu zaczęliśmy odnosić w nim pierwsze sukcesy. Mimo to w filmie czy literaturze kultura fizyczna nadal nie była na pierwszym miejscu, na szczęście mała ilość przekłada się na jakość. Film „Jutro Meksyk” Ścibora-Rylskiego z 1965 roku do dziś jest interesujący, po części za sprawą obsady: główną rolę gra Zbyszek Cybulski. Film opowiada historię trenera skoczków do wody Pawła Jańczaka, który zostaje pozbawiony uprawnień po tragicznym wypadku jednego z jego podopiecznych. Trafia na prowincję a tam w młodej dziewczynie – Majce, odkrywa wielki talent. Pod okiem Jańczaka Majka rozpoczyna treningi, lecz dowiedziawszy się o prawdziwym powodzie pobytu trenera na wsi dziewczyna chce się wycofać. Paweł się nie poddaje, za wszelką cenę chce ją zmusić do startu. Do końca nie wiemy, czy dziewczyna zdecyduje się na start, film trzyma więc w napięciu i wzrusza. Niemniej nie wydaje się, żeby mógł zachęcić do uprawiania sportu, który jest głównym tematem. Inaczej jest w przypadku „Do przerwy 0:1” Adama Bahdaja z tego samego roku, w której to książce młodzi chłopcy, bez zaplecza finansowego postanawiają założyć własną drużynę sportową. Bohaterami są dzieci z niezbyt zamożnych rodzin, niektóre z domów ocierających się o patologię. Życie nieraz zmusza je do zdawania trudnych egzaminów, wykazania się hartem ducha i odpowiedzialnością. Chłopcy samorzutnie tworzą podwórkowe drużyny piłkarskie, zamierzają wystartować w organizowanych przez „Życie Warszawy” zawodach o miano najlepszego zespołu. W książce sport jawi się jako lekarstwo na biedę i problemy, a więc trudno wątpić, że rzesze młodych ludzi zapałało po niej miłością do piłki nożnej.

Lekkoatletyczny świat!
Obraz XX-to wiecznej historii sportu w literaturze i sztuce nie byłby pełny bez współczesnego przykładu. Dziś kultura fizyczna rzadko bywa tematem książek czy obrazów, a jedynym wyjątkiem mogą być biografie sportowców. Niektórzy z nich stali się idolami masowej wyobraźni, jak np. Robert Kubica, Andrzej Gołota czy Adam Małysz. Młodzi ludzie czytają ich historie i często pragną być tacy, jak oni. Z biografii Adama Małysza dowiadujemy się o jego trudnych początkach, chwilach zwątpienia, ale też euforii, jaką poczuł po pierwszych sukcesach. Jawi się on jako człowiek skromny, którego największą w życiu pasją jest sport. Myślę, że to na pewno lepsza lektura dla młodych ludzi, niż mało wartościowe biografie gwiazd muzyki rockowej. O sile marzeń, skromności i miłości do sportu Adam Małysz mówił w swojej biografii:
„ Każdy z medali symbolizuje sportowy wysiłek, w każdym kryje się kawałek mojego życia, ale czas na sentymentalne podróże w przeszłość i rozpamiętywanie tego, co było, pora na dokładne ich policzenie – przyjdzie wtedy, kiedy zakończę karierę. Zdarza się, że czasem staję w pokoju i patrzę na nie i tak sobie myślę, że będąc dzieckiem nawet nie marzyłem i nie śniłem o medalach olimpijskich, medalach mistrzostw świata czy kryształowych kulach. „
Jak widać sport był już w literaturze na pierwszym miejscu ( w Grecji), w służbie propagandy (za czasów PRL), czy jako element ruchu oporu. Dziś na pewno warto czytać biografie sportowców, i czerpać z nich inspirację do codziennej walki.