Amatorzy frisbee spotykają się najczęściej późnym popołudniem na Polu
Mokotowskim. - Tu jest dużo przestrzeni. Można swobodnie rzucać, nie
bojąc się, że krążek kogoś uszkodzi - mówi 19-letni Dawid Zakrzewski,
który na Polu bywa prawie codziennie.
W Polsce latające talerze robią furorę dopiero od trzech lat. - To
dziwne, że pojawiły się u nas z takim opóźnieniem. W Stanach już w
latach 70. była moda na frisbee. Zasięg jego popularności szybko
rozszerzał się na Europę - opowiada Sebastian Załęcki.
Dla jednych latające talerze to szansa na zrelaksowanie się i aktywne
spędzenie wieczoru. - Nie znoszę po pracy kłaść się na kanapie i tępo
patrzeć w ekran. Dzięki frisbee dużo się ruszam i przebywam na świeżym
powietrzu - tłumaczy Maciek Kosecki. Na Polu "frizbuje" ze swoją
dziewczyną.
Turnieje i wspólne imprezy
Inni grę w krążki traktują bardzo poważnie. W stolicy istnieje nawet
drużyna frisbee RJP sqad. - Spotykamy się cztery razy w tygodniu.
Graliśmy już nawet na turniejach w Poznaniu i na Białorusi - opowiada
Jan Kamionka, jeden z głównych graczy w zespole.
Rok temu grupa znajomych przychodziła wieczorami na Pole Mokotowskie.
Trochę rzucali do siebie frisbee. Z czasem każdy przyprowadzał nowych
ludzi. - Z tych luźnych towarzyskich spotkań powstała całkiem spora
ekipa. Zaczęły się regularne treningi - wspomina Kamionka. Teraz pograć
przychodzą też nieznajomi. Drużyna założyła swoją stronę internetową
www.frizbi.k15.pl. - Czasem do gry dołączają się przechodzący obok
spacerowicze - cieszy się Paweł Idzikowski trenujący w drużynie od
zimy. Frisbee to nie tylko gra, ale również możliwość poznania nowych
ludzi. - Dzięki tym spotkaniom stworzyła się pewna krążkowa
społeczność. Staliśmy się dobrymi znajomymi, urządzamy nawet wspólne
imprezy - mówi Idzikowski.
Dyscyplina olimpijska
- Grać latającym talerzem można na wiele sposobów. Wszystko zależy od
kreatywności uczestników - mówi Załęcki. - W Polsce ludzie po prostu
rzucają do siebie krążkiem, a przecież w oparciu o talerze istnieje
mnóstwo ciekawych gier - dodaje. Frisbee głupi Jaś, frisbee na rolkach
czy też frisbee stylizowane na piłkę nożną to tylko kilka z nich
(więcej można znaleźć na stronie www.aerobie.com.pl).
Warszawska drużyna trenuje ultimate frisbee. Gra ta opiera się na
regułach futbolu amerykańskiego. - Nie jest jednak kontaktowa. Po dwóch
przeciwnych stronach boiska znajdują się zony. Aby drużyna zdobyła
punkt, jej zawodnicy muszą umieścić talerz w swojej strefie - tłumaczy
Paweł Idzikowski. Załęcki dodaje, że ultimate frisbee będzie niedługo
dyscypliną olimpijską.
Magda Roszkowska